Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2016

Motywacja do leczenia 3

       Kiedy przyjechałem do ośrodka nie miałem motywacji do leczenia tylko do jak najszybszego skończenia terapii i powrotu do starego trybu życia. Kiedy stwierdziłem, że spróbuję i wezmę czynny udział w terapii moja motywacja była słaba, bo szukałem jej na siłę w głowie wiedząc, że to co robiłem niszczyło mi życie, ale sercem uważałem, że to były piękne chwile i że marihuana tylko urozmaicała moje życie. To niestety ciągnęło się całkiem nie dawna, aż zadałem sobie pytanie ‘’Kiedy ostatnio byłem szczęśliwy?’’ i podczas szukania odpowiedzi uświadomiłem sobie, że podczas ostatnich kilkunastu miesięcy byłem szczęśliwy tylko kiedy miałem dobry towar albo kiedy mama nie czepiała się, że znowu wracam późno do domu, bądź gdy udawało się kogoś oszukać i miałem więcej narkotyków dla siebie. Wtedy uświadomiłem sobie, że tak naprawdę zostałem sam z marihuaną, bo nawet kiedy widywałem się z przyjaciółką, przyjacielem, dziewczyną którą kocham czy rodziną to byłem pod wpływem i nie potrafiłem się z tego cieszyć, bo zawsze haj dominował nad przyjemnymi emocjami, przez co nawet gdy coś wspominam jest to albo puste, albo nieprzyjemne. Co do tych drugich to na głodzie jestem mistrzem przypominania sobie wszystkich nieprzyjemnych przeżyć. Po tej refleksji stwierdziłem, że przez narkotyki nie potrafiłem być szczęśliwy, nie miałem przyjaciół i prawie straciłem rodzinę, a to wszystko przez ciągłą ucieczkę od samego siebie. Kiedy zderzyłem się z tym wszystkim moją motywacją do leczenia stało się poznanie samego siebie, cieszenie się z każdego dnia, odbudowanie relacji z przyjaciółmi i moją rodziną.
(Autor W. L.)

Motywacja do leczenia 2

       Zanim przybyłem do ośrodka wydawało mi się, że to co robię jest zupełnie normalne. Słysząc ciągle o szkodliwości narkotyków nie przestawałem zażywać, mimo że wiedziałem jak bardzo ranię bliskich. Myślałem, że panuję nad wszystkim ale jednak nie panowałem. Po przyjeździe do ośrodka i po przesiedzeniu kilku dni w pokoju coś we mnie pękło i uświadomiło mi, że jednak nie było za kolorowo i nie mam pojęcia w którym momencie straciłem kontrolę na zażywaniem. Jestem wręcz przekonany, że życie zdrowego człowieka tak nie wygląda. Teraz myślę tylko o tym żeby wyjść na prostą i żeby udowodnić rodzinnie, a najbardziej mamie, że nie wszystko jest stracone. Narkotyki nie zniszczyły mojego życia do końca- one pokazały mi inny świat i inny pogląd na życie, lecz będę walczył o to żeby pokazać się z innej strony pokazać, swoje drugie ja. 
(Autor C.K.)

niedziela, 20 listopada 2016

Jak zmieniało się moje podejście do zażywania w czasie trwania terapii?

      Pierwsze dni po przyjeździe do Kudowy spędziłam zaparta w przekonaniu, że choćby mi nie wiadomo co mieli powiedzieć, nikomu nie uda się namieszać mi w głowie i wiem swoje – po wyjściu zamierzałam bez wahania wrócić do zażywania.
Po krótkim czasie zrozumiałam, że jestem uzależniona. Świadomość o tym była dla mnie frustrująca. Z jednej strony chciałam dalej mimo wszystko zażywać, a z drugiej strony pojawiały mi się wspomnienia wszystkich przyjemnie spędzonych chwil, gdy nie byłam pod wpływem i tęskniłam za tym. Nie wiedziałam jeszcze czego chcę.
Gdy jeden z terapeutów powiedział do pewnej pacjentki, że znalazła się w tym punkcie, że zażywanie już nigdy nie będzie dla niej tak przyjemne jak wcześniej, dotarło do mnie, że w moim przypadku to prawdopodobnie też tak będzie wyglądać. Pomyślałam, że nawet jeśli postanowię zażyć, to będę myślała o wszystkim, co tu usłyszałam, a moje poczucie winy znacznie wzrośnie i nie będę się wcale dobrze bawić. Wzbudziło to we mnie wiele nieprzyjemnych emocji. Chciałam tylko być szczęśliwa, a myślałam, że bez narkotyków i alkoholu to niemożliwe.
Z czasem okazało się, że jest zupełnie odwrotnie niż myślałam. Gdy zaczęłam dostrzegać ile wstydu, żalu i smutku wywołały we mnie sytuacje spowodowane zażywaniem, z co raz mniejszą tęsknotą wspominałam sytuacje, gdy byłam pod wpływem – nawet te, które nie były powodem pojawienia się u mnie nieprzyjemnych emocji. Mam po prostu świadomość, że może i wtedy czułam się bardzo dobrze przez pewien krótki okres czasu, ale widząc jakie koszty poniosłam, rozumiem, że to nie było tego warte.
Wszystkie chwile, gdy byłam pod wpływem i czułam się dobrze, które nie skutkowały wstydem i poczuciem winy trwały łącznie może około tygodnia lub dwóch. Cena za ten udany tydzień była wysoka. Zapłaciłam kłócąc się z rodzicami, tracąc przyjaciół i znajomych, tłumiąc w sobie poczucie winy, wstyd, cierpienie,  smutek, przykrość i wiele innych nieprzyjemnych uczuć, słuchając od różnych osób, że się staczam, jestem ćpunką i pijaczką, że nie mam do siebie szacunku i powinnam się wstydzić, a trwało to wszystko nieco dłużej niż ten miło spędzony tydzień, a mianowicie 1,5 roku.
Dziś nawet te momenty po zażyciu, które do niedawna wspominałam miło i z tęsknotą, wydają mi się tragiczne, bo wiem, że działo się to w tym samym okresie czasu, gdy upijanie się do utraty przytomności było dla mnie rutyną, a trzeźwe spotkania ze znajomymi – czymś bezsensownym i nudnym.

(Autor H.K.)

Objawy uzależnienia

       Jak rozpoznać czy jest się osobą uzależnioną? Wiele osób, które to dotyczy nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby. Leczenie określiłabym jako walkę między siłą woli, a domaganiami organizmu. Gdy przyzwyczai się do pewnej substancji psychoaktywnej, będzie jej potrzebował po odstawieniu. Zrobi więc wszystko, abyśmy myśleli, że nie jesteśmy uzależnieni i, że możemy zażywać dalej, co łączy się ściśle z mechanizmami uzależnień.
Wyróżnia się 6 objawów uzależnienia. Pojawienie się co najmniej 3 z nich oznacza uzależnienie.
Jednym z nich jest koncentracja życia wokół zażywania. Nie oznacza to oczywiście, że aby to u siebie zdiagnozować należy codziennie sięgać po środki psychoaktywne, czy myśleć o nich 24/7. U mnie na przykład objawiło się to tym, że nie potrafiłam wyobrazić sobie spędzonego przyjemnie dnia ze znajomymi bez narkotyków czy alkoholu, a gdy miałam zażywanie w planach, cieszyłam się na samą myśl o tym już parę dni wcześniej.
Kolejnym symptomem jest zażywanie mimo wiedzy o szkodliwości. Mówię tu o sytuacji, gdy osoba zażywająca ma pełną świadomość, jak sięganie po używkę na nią wpływa, a nie, gdy sądzi, że to jej nie dotyczy.
Następny objaw to zwiększenie tolerancji organizmu na zażywaną substancję. W czasach czynnego uzależnienia wydawało mi się, że każdy tak ma, szczególnie w przypadku alkoholu, że po prostu „głowa się wyrabia”. Myślę, że niewiele osób, które tego doświadczyły, zdają sobie sprawę, że mogłyby zacząć się niepokoić o swoje zdrowie. Mechanizmy uzależnień jednak robią swoje.
Zanim trafiłam do ośrodka, wydawało mi się, że po osobie uzależnionej od razu widać, że coś jest nie tak. Sądziłam, że problem ten mógłby ewentualnie dotyczyć kilku moich znajomych, którzy zażywając, popadają w kilkudniowe ciągi, jednak gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że jestem uzależniona prawdopodobnie bym go wyśmiała. Stereotypy mówią o bezdomnych narkomanach i alkoholikach, którzy żebrzą na dworcach, ale nawet najbardziej niepozorny człowiek, bogaty czy biedny, w jakimkolwiek wieku, z jakiegokolwiek domu by nie pochodził – dosłownie każdego może spotkać uzależnienie.

(Autor H.K.)

niedziela, 6 listopada 2016

Przygody małego Kazika

      Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyło małżeństwo. Pewnego dnia żona zapragnęła syna, co wzbudziło radość w mężu. Po roku urodził im się syn. Rodzicie chłopca mieli duży dylemat jak dać mu na imię, aż w końcu zdecydowali, że synek będzie miał na imię Kazik. Imię to miało oznaczać inteligentny, sprytny, beztroski i odważny. Kazik od małego był bardzo energiczny, beztrosko biegał po łące, gonił motyle, a jego ulubioną zabawą było taplanie się w błocie. Po śniadaniu wychodził bawić się i wracał po zmroku cały brudny, co śmieszyło mamę. Tata reagował inaczej, denerwował się na Kazika, że znów jest cały brudny. Mimo wszystko kochał bardzo syna. Gdy chłopiec miał 7 lat, mama zachorowała i przez dwa miesiące przebywała w szpitalu. Mały Kazik odwiedzał z tatą chorą mamę w szpitalu. Chłopiec czuł szczęście podczas odwiedzin, smutek zaś gdy musiał się żegnać. Gdy mama wyszła ze szpitala nadal była chora i cały czas musiała przyjmować leki. Był to czas, gdy życie małego Kazika wywróciło się do góry nogami. Gdy rodzicie byli w pracy małym Kazika zajmowała się babcia i ciocia przy której był bardzo niegrzeczny. Psocił, bił ją, w ogóle jej nie słuchał a całe dnie spędzał po za domem, na podwórku grając w piłkę, łapiąc motyle czy bawiąc się w błocie. W końcu nadszedł czas, gdy mały Kazik musiał iść do szkoły. Początkowo był podekscytowany, ale z czasem ekscytacja przerodziło się w zniechęcenie. W szkole dużo rozrabiał, nie słuchał się nauczycieli co złościło rodziców. Mimo że rodzice byli źli na chłopca, nie przestawali go kochać. 
Gdy Kazik zrobił się starszy kolega, zaproponował mu przygodę na którą się zgodził się bez wahania. Od razu wyruszyli do Dopalandi. Kazik był bardzo zachwycony tym miejscem, mimo że kolega zachowywał się dość dziwnie. W tej krainie liczyła się tylko radość. Chłopcy biegali, pływali w basenach, zjeżdżali na zjeżdżalniach, skakali na trampolinach przez cały dzień. Gdy zbliżał się zmrok Kazik  musiał wracać do domu. Pobyt w Doaplandii sprawił, że Kazik chciał tam przebywać więcej i więcej. Nie mógł doczekać się kiedy kolejny raz odwiedzi tą krainę. Jednak z każdym razem gdy tam był czuł mniej radości, którą przysłaniał smutek.
Pewnego razu Kazik tak zadurzył się w tym miejscu, że w ogóle go  nie opuszczał. Doszło nawet do tego, że zamiast chodzić do szkoły, Kazik odwiedzał Dopalandię. Zachowanie Kazika, podobnie jak wcześniej jego kolegi stawało się coraz bardziej dziwne. Przestał rozumieć się z rodzicami i opuścił się w szkole. Jednego dnia mama Kazika wzięła go na rozmowę. Rozmawiali bardzo długo. Po tym Kazik miał lepszy kontakt z mamą. Z tatą nawet zaczął jeździć na ryby a z mamą chodzić na spacery. W tym czasie urodziła się Kazikowi siostra, co sprawiło, że był bardzo radosny. Spędzał z nią bardzo dużo czasu. Gdy Kazik nie schodził do Dopalandii czas spędzał jak kiedyś ze swoimi przyjaciółmi. Odkrył także nowe hobby, zaczął biegać i lubił pokonywać różnego rodzaju przeszkody.
Któregoś dnia poznał Fiałka. Był to chłopiec podobny do Kazika. Razem biegali i zdobywali nowe doświadczenia. Pewnego dnia Kazik zobaczył wiewiórkę i pobiegł za nią aż wpadł do głębokiej dziury. Dziura okazała się być podziemną jaskinią w której Kazik spotkał różne dziwne stwory, które bardzo serdecznie go przywitały. Kazik został poczęstowany kolacją. Po dwóch dniach dowiedział się, że ta kraina nazywa się Mahualandia. Kazik do domu wrócił dopiero po 4 dniach pobytu w tym osobliwym miejscu. Gdy wrócił mama dowiedziała się gdzie przebywał jej syn i zabroniła mu tam chodzić. Oczywiście Kazik nie posłuchał zakazu mamy i przez cały rok odwiedzał Mahualandię co doprowadziło go do tego, że zachorował. Rodzice postanowili, że Kazik pojedzie do sanatorium, co wzbudziło w nim złość. Kazik nie zgadzał się z decyzją rodziców, więc poszedł z Fiałkiem do owej krainy. Jednak Kazikowi przestało się w Mahuolandii podobać. Kolega zaproponował Kazikowi podróż do innej krainy, w której Kazik jeszcze nie był, dlatego też początkowo nie chciał się zgodzić. Jednak kolega szybko przekonał Kazika i spuszczając się przez toaletę wylądowali w Fetalandii. Kazik nie mógł się tam odnaleźć mimo tego, że był bardzo energiczny, miał poczucie siły, cały czas biegał. Gdy wrócił do codziennego świata, cały czas myślami wracał do odkrytej krainy, chciał tam znów być, chciał więcej i więcej, lecz rodzice zabrali Kazika do sanatorium. Na początku chłopiec nie traktował swojego pobytu poważnie, przez cały czas myśląc o krainach w których był. Z biegiem czasu jego myślenie uległo zmianie i przestał tęsknić a także lubić owe krainy. Po 11 miesiącach pobytu w sanatorium Kazik zdecydował się uciec, po czym wrócił na tydzień do domu. Czas ten spędził przyjemnie, z przyjaciółmi, z rodziną. Gdy spotykał Fiałka nawet nie mówił mu „cześć” i stali się dla siebie obcy. Mama Kazika zdecydowała, że pojedzie ponownie do innego sanatorium. Bardzo go to złościło, że nikt  nie chce dać mu szansy, czuł się odrzucony, niechciany. Po czasie zrozumiał, że to było dla jego dobra…                                                                                            

(Autor K.M.)

Co dawały mi narkotyki i nad czym powinnam pracować?

       Przez długi okres czasu nie zdawałam sobie sprawy z tego, co dawały mi narkotyki. Na jednym z mityngów usłyszałam, że osoby uzależnione swoim nałogiem metaforycznie zalepiały własne dziury, pozornie uzupełniały pewną pustkę. Po usłyszeniu tej myśli zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać i zrozumiałam, że w utrzymywaniu abstynencji i zdrowieniu ważna jest świadomość tego co osiągałam przez narkotyki i czym mogę zastąpić owe dziury. Narkotyki pokazały mi, że na zawołanie mogę przestać czuć nieprzyjemne emocje. Na początku traktowałam to jako chwilową odskocznię od tego, co trudne. Jednak z czasem i zwiększoną częstotliwością zażywania coraz mniej i rzadziej dopuszczałam do siebie trudne emocje, stawały się one coraz bardziej niewygodne czy wręcz uciążliwe i narastała we mnie stopniowo coraz większa świadoma chęć wyeliminowania ich prawie totalnie. W pewnym momencie przestałam czuć najbardziej niechciany smutek, przykrość, bezradność i bezsilność, a gdy wiedziałam, że nadchodzi podejmowałam próby kontrolowania emocji, co jak zrozumiałam stosunkowo niedawno jest niemożliwe. W efekcie po prostu odcięłam się od uczuć, co z czasem stało się dla mnie normalne i nawet radość nie potrafiła już być do końca wesoła. Dzięki terapii zrozumiałam to wszystko i pracowałam nad tym, jednak nadal bardzo często nie dopuszczam do siebie trudnych emocji. Pomaga mi w tym codzienna medytacja lub w przypadkach braku czasu znalezienie choć 5 minut dla siebie i skonfrontowanie się ze sobą oddychając głęboko w ciszy. Ważne jest dla mnie również to, by na bieżąco mówić o swoim smutku, bezradności i bezsilności oraz nie zamieniać ich w złość lub się nie odcinać. Przez narkotyki nauczyłam również samooszukiwać się i mimo wyznawanych wartości tj. uczciwość i mimo mówienia o niej sama często nie byłam uczciwa, lecz zawsze miałam dla siebie wytłumaczenie i potrafiłam to zracjonalizować. Zaczęłam w ten sposób żyć w niezgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami. To wszystko pokazuje mi jak bardzo odbiegałam i uciekłam od tego co dla mnie najważniejsze nie mając na bieżąco takiej świadomości.  Teraz staram się obiektywnie oceniać swoje decyzje i zachowanie, lecz nie do końca potrafię, więc staram się pytać innych o zdanie i się z nim liczyć. Nie mam z tym łatwości i jest to rzecz nad którą mam zamiar pracować. Po narkotyki sięgałam bardzo często, a nawet głównie w stanach zmęczenia, przepracowania i przeciążenia intelektualnego. Wydawał mi się to świetny sposób na odreagowywanie i w pewnym momencie stał się rutyną. Teraz znam i doceniam wiele innych sposobów na zrelaksowanie się- w momentach przemęczenia mam zamiar chodzić na saunę, basen, biegać, uprawiać jogę, medytować czy chociażby zrobić sobie herbatę i obejrzeć ulubiony serial. Gdy każdą z tych metod próbowałam po raz pierwszy  od czasu utrzymywania abstynencji wydawała mi się odkrywcza, wręcz sprawiało mi to wielką radość, a przede wszystkim okazały się one dużo bardziej skutecznie niż narkotyki. Zażywanie dawało mi również poczucie siły i kontroli, miałam często wrażenie przewagi nad innymi i swego rodzaju bezkarności. To wszystko było złudne, wynik mojej własnej iluzji , lecz dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i nienaruszalności. Muszę nad tym pracować starając się być i postrzegać się z tego samego poziomu co otaczający mnie ludzie i próbować godzić się z tym, że nie wszystko da się zaplanować i skonfrontować. Biorąc narkotyki nasiliłam w sobie własną dumę, która po dzień dzisiejszy przejawia się tym, że mam trudności w przyznawaniu racji, proszeniu o pomoc i pogodzeniu się z brakiem wpływu na niektóre decyzje. To jest obszar nad którym powinnam pracować starając się przełamywać swoje trudności i opory. Zauważyłam również, że odkąd zażywam skupiam się bardziej na wykonaniu zadania niż na jego idei. Reasumując moją pracę, narkotyki omamiły mnie totalnie. Zażywając niesamowicie oszukiwałam innych tak jak i samą siebie, wykreowałam przez nie fikcyjny wizerunek siebie, odcinałam się od uczuć, łamałam własne zasady i wartości, a przede wszystkim odsunęłam bliskich i zaniedbałam to, co było dla mnie najważniejsze bezczeszcząc swoje priorytety. Najbardziej smuci mnie to, że nie miałam na bieżąco takiej świadomości i czułam się złudnie oraz sztucznie szczęśliwa. Wbrew swojej początkowej postawie uważam, że trafienie do „Ku Dobremu” uratowało mi życie pozwalając zrozumieć siebie i chcę dać sobie szansę na trzeźwą przyszłość z perspektywami.                                                                                                                  
(Autor D.S.)
 

 
 

Bajka o małej dziewczynce

        Pewnego dnia na świat przyszła mała A. Rodzice A., mama J. i tata W. byli bardzo szczęśliwi. Pierwsza ich córeczka niestety zmarła, więc ich radość i szczęście z tego, że A. jest cała i zdrowa było ogromne. Kiedy A. była bardzo mała opiekowała się nią mama, ponieważ tato bardzo dużo pracował na utrzymanie rodziny. Mama A. zajmowała się nią, jak najlepiej umiała. Kąpała ją w wanience, przebierała jej pieluszki. Stawiała z nią pierwsze kroki. Była dla niej wsparciem, kiedy A. miała kolki, karmiła ją. Gdy A. miała oczko chore, rodzice zawieźli ją do pana doktora. Pan doktor musiał zrobić jej zabieg. Rodzice cały czas wspierali A. i byli przy niej. Mamusia zmieniała jej opatrunki. Tatuś płacił za wizyty u pana doktora. A. lubiła być noszona na rękach, rodzice czasami mieli dość, ale mimo niechęci, robili to. Bardzo kochali córkę. Z czasem dziewczynka była coraz większa. Rodzice mieli mniej czasu. Zatroszczyli się o nią w taki sposób, że kiedy pracowali oddawali ją pod opiekę babci. Mama J. i tata W., dawali jej też wsparcie w postaci materialnej. A. miała co jeść, w co się ubrać, miała też domek, jednak marzyła o tym, aby mieć pieska. Rodzice chcieli, aby miała jak najlepiej w życiu więc w niewielkim czasie kupili jej pieska. Kiedy  była w 2 klasie podstawówki czasami odczuwała ból brzuszka. Rodzice się martwili co się dzieje. Zawozili ją do szpitala. A. bała się spać sama. Kiedy odczuwała strach mamusia albo tatuś chodzili do niej i spali z nią w trudnych dla niej chwilach. Dziewczynka miewała trudności z zadaniami domowymi. Mamusia pomagała jej w ich odrabianiu. Razem z nią uczyła się tabliczki mnożenia. A. często opowiadała, jak razem z mamusią lubiły chodzić do kina na bajki. Najbardziej lubiły ‘’Shreka’’ oraz ‘’Potwory i spółka’’. A. nie pamięta gdzie był tatuś i mamusia kiedy była w podstawówce. Pamięta tylko, jak co roku jeździła z mamusią na wakacje do ciepłych krajów. Potem kiedy A. dorastała nie chciała wsparcia od rodziców. Rodzice nie wiedzieli co się z nią dzieje. Chcieli jej pomóc, ale nie wiedzieli jak. Chcieli dać jej wsparcie ale nie wiedzieli dlaczego A. je odrzuca. Kiedy miała 14 lat, dowiedzieli się, że A. została skrzywdzona przez złego wilka. Upolował ją jak zdobycz, lecz A. zdołała się uratować. Cztery miesiące po tym jak rodzice dowiedzieli się, że została skrzywdzona przez A. zaczęła zjadać trujące substancje. Rodzice byli zrozpaczeni. Bardzo ich to bolało. Nie wiedzieli co mogą zrobić w tej sytuacji. Chcieli jej pomóc. Bardzo. A. tego nie widziała. Tato dziewczynki zdecydował się, że panowie policjanci dobrze zaopiekują się jego córką. Po jakimś czasie uważali, że A. sobie poradziła i już nie zajada trujących substancji. Jednak nie wiedzieli, że kłamie i nadal nie może sobie poradzić. Rodzice próbowali zdobyć z nią jakiś kontakt, ale nie wiedzieli co mają zrobić. Rozmawiali z nią czasami, chcieli jej pomóc, ale ona tego nie chciała. Po jakimś czasie się poddali. Nie dopuszczali myśli, że A. może dalej jeść trujące substancje. A. nie mogła już tego znieść i przyznała się, że nie przestała się truć. Rodzice zaopiekowali się nią jak najlepiej potrafili. Dali jej wsparcie zawożąc ją do miejsca, w którym nie  jadła już trujących substancji. Rozstanie było dla nich bardzo trudne, ale wiedzieli, że to jedyne wyjście z trudnej sytuacji. Teraz A. nadal jest w tym miejscu. Jest to niewielka chatka. W której mieszka kilka osób. Rodzice odwiedzają ją, rozmawiają z nią dużo. Przytulają ją kiedy są obok. Jej tatuś dużo pracuje, aby mogła mieszkać w tym miejscu, bo pobyt tam jest bardzo drogi. Teraz mają nadzieje, że już wszystko będzie dobrze i A. nie będzie odrzucać ich wsparcia. Chcą być jak najbliżej. Bardzo ją kochają i chcą, aby była szczęśliwa.
(Autor K. A. )

Chcąc przywrócić to co stracone

      Dziewczynka, która wzięła największe pudełko w domu, otworzyła je i wysmarowała sobie buzię i włosy całą jego zawartością, brudząc przy tym również ubrania jak i wszystko dookoła, stała się istotą bardzo skrzywdzoną, krzywdzącą innych ale też i osobą czerpiącą każdą chwilę życia i cieszącą się tym co ma i tym co się do niej uśmiecha. Zaczynając od marzenia, aby dotknąć chmur na niebie, będąc przy pragnieniu bycia szczęśliwą i bycia z rodziną. Od momentu kiedy nauczyła się chodzić i mówić do czasu kiedy pisze tą historię. Jej idolką była Hannah Montana, a teraz? Teraz myśli o wynikach badań. O wynikach swojej głupoty, a być może choroby. Mieszkała z mamą i tatą przez krótki moment życia, a nagle pozostał jej tylko królik którego miała w domu. To z nim spędzała najwięcej czasu i to z nim rozmawiała o tym, jak było w szkole. Mama była z nią tylko wieczorami bo chodziła do pracy, a tata? Tata opuścił dom i pojechał gdzieś daleko. Tata przestał kochać mamę, ale żeby przytrzymać córkę przy sobie kupował jej od pluszowych misiów aż po najdroższe markowe ubrania. Po jakimś czasie w jej życiu pojawił się ktoś nowy. To też był mężczyzna i też kochał mamę. Dziewczynka jednak była inteligentna i zauważyła ale też odczuła, że to nie ten sam tatuś. Nigdy go w pełni nie zaakceptowała i zawsze zastanawiała się dlaczego tamten sobie poszedł. Może obraził się, że zużyła ten krem? Niestety nie. Zaczęła wychowywać się w środowisku gdzie wszyscy byli szczęśliwi i radośni, a w ręku trzymali magiczny napój. Spróbowała po raz pierwszy. Okazało się, że nagle szara rzeczywistość zamieniła się w kolorowy pejzaż. Nie była już taką małą dziewczynką. Wiedziała co robi. Wiedziała też,  że niedługo czar pryśnie. Spróbowała więc czegoś innego. Koledzy mówili, że to lekarstwo na smutek, że to ziele lecznicze, że poprawi jej humor. Było naprawdę zabawnie, dopóki nie zostawili jej samej i już się nie odezwali. Znalazła więc wsparcie gdzie indziej. Byli to dorośli mężczyźni. Dla jednego z nich potrafiła zaśpiewać, zatańczyć ale też rozebrać się i w pełni oddać. Była to dla niej jedyna droga ucieczki przed tym co bolało, ale kiedy i ci odeszli próbowała gdzie indziej. Nadepnęła więc na pole pełne min. Jedna z nich wybuchła, a ona rozsypała się na 14 kawałków. Nagle dostała to czego chciała. Miała nieograniczony dostęp do wszystkiego co dawało jej tyle radości. Nie spodziewała się jednak, że to ją zniszczy. Zachorowała. Mama wysłała ją do magicznego domku, w którym poznała księcia Mieszka I. Przeżyli razem wiele przygód, ale pewnego dnia książę Mieszko I zrobił sobie krzywdę i musiał jechać do szpitala. Zabolała go dusza, chciała go opuścić. Dziewczyna zareagowała atakiem i paniką, pokochała księcia Mieszka I. Bardzo cierpiała i tak bardzo pragnęła go odzyskać, tak jak i tatę z którym nie była ponad 7 lat. Dziewczyna opuściła domek. Z bólu i cierpienia powróciła do punktu wyjścia. Spożyła magiczny napój. Historia zaczęła się od nowa. Odwiedziła więc kolejny domek i to właśnie w tym domku dowiedziała się kim jest.
(Autor S.P.)

środa, 20 lipca 2016

Tydzień jak zwykle...

       Miniony tydzień minął nam bardzo sympatycznie, dużo się działo. Jedna z naszych pacjentek przeszła na III etap, z czego jesteśmy bardzo dumni i szczęśliwi. Wszyscy idziemy w terapii  jak burza! Inna z kolei wraz z drugim pacjentem mają plan przejść w poniedziałek na II etap, a nasza najnowsza koleżanka ma ambicje zmiany etapu ze wstępnego na pierwszy. Wszyscy trzymamy za siebie wzajemnie kciuki! W przeciągu tego tygodnia trzech z nas miało odwiedziny rodziców co się wiąże również z terapią rodzinną. Emocje i przeżycia były intensywne – od trudnych chwil, aż po łzy szczęścia.
         Co wtorek bierzemy udział w mityngach AA (Anonimowych Alkoholików)  co daje nam poczucie wspólnoty i pozwala podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami oraz wyciągnąć niejedną życiową  lekcję.
         Bardzo lubimy zajęcia artystyczne. Ostatnio robiliśmy krokodylki drogą nawlekania koralików na żyłkę. To była niemała lekcja cierpliwości, jak i również dużo śmiechu i świetna zabawa, a efekty naszej pracy są kapitalne
J
Jednej z pacjentek zdjęto wreszcie gips! Do szpitala w Kłodzku pojechaliśmy wszyscy razem i wspieraliśmy naszą koleżankę jak tylko potrafiliśmy, to był udany dzień i wspólna wycieczka!