Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2017

Przyjazd i pierwsze dni w ośrodku

      Mój przyjazd do ośrodka nie był mi mile widziany, w sumie jak każdemu. Opowiem wam jak to się zaczęło, otóż tak, wchodzi do pokoju moja Mama, o 3 w nocy i każe mi się ubierać. Gdy zapytałem jej o co chodzi, gdzie jedziemy nic nie odpowiedziała. No to ubierałem się, poszedłem do góry a tam dwóch wujków, więc pytam wszystkich po raz kolejny o co chodzi. Znów mi nikt nic nie odpowiedział. 3 w nocy rano do szkoły a oni jakiś wypad szykują. Wsiedliśmy do samochodu i zapytałem mamy znowu czy powie mi gdzie jedziemy, a mama że do ośrodka. Wtedy mój świat przewrócił się do góry nogami, nie wiedziałem co mam zrobić, zacząłem błagać Mamę żeby dała mi kolejną szansę lecz to już nic mi nie dało. Mieliśmy kawał drogi do przejechani a moje chore myśli były straszne, nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć, zaczęło mnie zastanawiać ile tam będę, co będą tam ze mną robić, to było straszne. Mama powiedziała,  że to tylko dla mojego dobra, pomyślałem sobie wtedy co ona wygaduje, dla mojego dobra oddaje mnie jakimś obcym ludzi. Po długiej trasie dotarliśmy już na miejsce do miasteczka o nazwie Kudowa-Zdrój. Tam przywitał nas Darek z Agnieszką- terapeuci, była tam jeszcze dwójka młodzieży, jakiś chłopak i dziewczyna. Darek zabrał nas do jakieś "kanciapy", gdzie mówił przez godzinę jak będzie wyglądał pobyt tu w ośrodku. Podpisywaliśmy jeszcze jakieś dokumenty, byłem załamany, kiedy mama z wujkami wsiadła w samochód i odjechali czułem się strasznie. Dziewczyna o imieniu Karolina zaprowadziła mnie do pokoju, w którym spędziłem jakieś 5 dni. Prawie nie wychodziłem, nie jadłem, nie piłem, tylko walczyłem ze swoimi myślami to było straszne, ale w końcu trzeba było zejść na dół do nich i zacząć robić coś ze swoim życiem i tak zaczął się mój pobyt w ośrodku.
(Autor C. K.) 

wtorek, 13 grudnia 2016

Motywacja do leczenia 3

       Kiedy przyjechałem do ośrodka nie miałem motywacji do leczenia tylko do jak najszybszego skończenia terapii i powrotu do starego trybu życia. Kiedy stwierdziłem, że spróbuję i wezmę czynny udział w terapii moja motywacja była słaba, bo szukałem jej na siłę w głowie wiedząc, że to co robiłem niszczyło mi życie, ale sercem uważałem, że to były piękne chwile i że marihuana tylko urozmaicała moje życie. To niestety ciągnęło się całkiem nie dawna, aż zadałem sobie pytanie ‘’Kiedy ostatnio byłem szczęśliwy?’’ i podczas szukania odpowiedzi uświadomiłem sobie, że podczas ostatnich kilkunastu miesięcy byłem szczęśliwy tylko kiedy miałem dobry towar albo kiedy mama nie czepiała się, że znowu wracam późno do domu, bądź gdy udawało się kogoś oszukać i miałem więcej narkotyków dla siebie. Wtedy uświadomiłem sobie, że tak naprawdę zostałem sam z marihuaną, bo nawet kiedy widywałem się z przyjaciółką, przyjacielem, dziewczyną którą kocham czy rodziną to byłem pod wpływem i nie potrafiłem się z tego cieszyć, bo zawsze haj dominował nad przyjemnymi emocjami, przez co nawet gdy coś wspominam jest to albo puste, albo nieprzyjemne. Co do tych drugich to na głodzie jestem mistrzem przypominania sobie wszystkich nieprzyjemnych przeżyć. Po tej refleksji stwierdziłem, że przez narkotyki nie potrafiłem być szczęśliwy, nie miałem przyjaciół i prawie straciłem rodzinę, a to wszystko przez ciągłą ucieczkę od samego siebie. Kiedy zderzyłem się z tym wszystkim moją motywacją do leczenia stało się poznanie samego siebie, cieszenie się z każdego dnia, odbudowanie relacji z przyjaciółmi i moją rodziną.
(Autor W. L.)

środa, 11 maja 2016

Krótki wierszyk o doświadczeniu

Doświadczenie każdy ma,                                                                       

wnioski, emocje, każdy je zna.
Często dobre, czasem złe,
raz upadniesz, a raz nie.
 
Poproś o pomoc kiedy trzeba,
wiedz, że każde doświadczenie swój plus miewa.
Zdobywasz wiedzę, więc nie poddawaj się,
dobrym nastawieniem wykaż się.
(S.R.)
 
 


poniedziałek, 9 maja 2016

Wędrowanie czas zacząć

Piękna pogoda zachęciła nas do wędrówek. Majówka, słońce, trochę więcej czasu wolnego sprzyja aktywności. Dlaczego tak bardzo lubię wycieczki? Bo to na nich rozmawiamy o wszystkim i o niczym.Wtedy włącza się spontaniczność aby tropić dziką zwierzynę, albo zrobić zasadzkę, aby samemu się schować. Śmiejemy się do rozpuku, opowiadamy rozmaite historie, wracamy wspomnieniami do chwil z przeszłości, dyskutujemy o tym czy "daleko jeszcze". Dla mnie wszędzie w Kudowie jest niedaleko, dla podopiecznych bywa różnie. A najcenniejsze są ich miny gdy widzą takie widoki.
 

 
Na twarzach pojawia się zdziwienie, czasami zaduma, a nawet tęsknota. I wtedy słyszę "Jak przyjedzie moja rodzina zabiorę ich tu". W takich miejscach nawet posiłek smakuje inaczej. To nic, że bolą nogi i ramiona od ciężkiego plecaka. Bo przecież trzeba zabrać tyle rzeczy: napój, słodycze i oczywiście Nutella musi być :-) Wtedy rozsiadamy się na nagrzanej słońcem łące, obserwujemy chmury, które leniwie snują się po niebie. Każdy z nas widzi coś innego, pies, smok, wielbłąd... Prześciganie się kto usłyszy więcej ptaków, kto naliczy więcej pszczół, kto znajdzie czterolistną koniczynę. Właśnie za to lubię wycieczki i wędrowanie.